Epitafium dla Różewicza

Home  »  Czytanie Poezji  »  Epitafium dla Różewicza
Maj 18, 2014 KBB

BYŁ PARTYZANTEM DO KOŃCA

poetą jest ten który pisze wiersze
i ten który wierszy nie pisze
(…)
poetą jest ten co ma usta
i ten który połyka prawdę
ten który upadał
i ten który się podnosi
poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może

Tym wierszem otworzono spotkanie z poezją wielkiego poety. Tytuł spotkania „Epitafium dla Różewicza”  w pełni oddawał jego charakter. To wydarzenie ku pamięci niedawno zmarłego twórcy było pełne patosu, wzruszeń i głębokich refleksji. Ale jako, że Tadeusz Różewicz nie był człowiekiem pozbawionym poczucia humoru, nie zabrakło również żartobliwych anegdot.

Dzięki świetnemu doborowi wierszy, czytanych przez Marlenę Psiuk, Dominikę Dwernicką i Janusza Guttnera, widzowie mieli okazję poznać Różewicza od strony nieznanej szkolnym przykurzonym podręcznikom. Artystę, którego fascynacje życiem, śmiercią i fizycznością istoty ludzkiej materializowały się w słowach dobitnych i przejmujących, swoją karcącą surowością budzących w odbiorcach  dreszcz emocji lub blady uśmiech. Zadziwionego ironistę, przewidującego sceptyka i równocześnie trochę nieobecnego, ale uważnego obserwatora zmieniającego się świata, który niezwykle trafnie opisywał. A w końcu człowieka z krwi i kości, niepozbawionego przywar, lecz z zawstydzającą szczerością je obnażający.

Po niezwykle plastycznym odczytaniu przez aktorów wyboru z twórczości Różewicza, głos zabrała Regina Wasiak-Taylor, która przybliżyła zgromadzonym kilka faktów z biogramu wieszcza. Gdy wybuchała wojna, próbował się jakoś odnaleźć w tej nowej, tragicznej rzeczywistości. Uczył się, dawał korepetycje, pracował w fabryce, a od 1943 był żołnierzem w oddziałach partyzanckich i – jak Państwo zapewne zauważyli po dzisiaj zaprezentowanych wierszach – tym partyzantem został do końca. Z ciekawostek godnych podkreślenia nadmienię fakt, że służył w tym samym oddziale, co Szymon Zaremba, prezes Polskiej Fundacji Kulturalnej. Zaremba miał pseudonim „Jerzy”, a Różewicz przez kamratów był nazywany „Satyrem”. Jak ja się o tym dowiedziałam, za każdym razem, gdy widziałam się z Różewiczem przekazywałam pozdrowienia od Szymona Zaremby, na co zawsze mówił, dziękując: „A to on jeszcze żyje?” W odpowiedzi słałam pozdrowienia od Różewicz a do Zaremby, który reagował tak samo, mówiąc „Dziękuję, ale czy on żyje jeszcze?” Wielka szkoda, że ten łańcuch został przerwany 24 kwietnia – snuła gawędę Regina Wasiak-Taylor, która miała przyjemność znać twórcę osobiście.

Prowadząca wieczór dostarczyła zgromadzonym także garść interpretacyjnych wskazówek dla pragnących lepiej pojąć meandry jego poezji. Jego twórczość ostatnich lat przed śmiercią to zaprzeczenie poezji, minimum słów, prawie że nic. To jest jego programowe słowo: „Nic”. Brak metafor, prostota formy, ale jednocześnie każdy wiersz jest jak pudełeczko skrywające w sobie odrębną historię – mówiła do widzów. – Tadeusz lubił także sztuki wizualne, lubił podróżować, dużo jeździł po świecie. W Londynie również był, przy okazji wystawienia jego sztuk teatralnych. Szczególne zasługi w rozsławieniu Tadeusza Różewicza na świecie należą się Adamowi Czerniawskiemu, który był wieloletnim tłumaczem jego poezji i który wspomógł nas w przygotowaniu dzisiejszego odczytu – dodała.

Janusz Guttner zapytany o dobór wierszy, odpowiedział, że dokonał go już 2 lata temu. Po sukcesie zorganizowania w „Ognisku” wieczoru z twórczością Szymborskiej, powiedziałem, że ja chcę w następnej kolejności przygotować Różewicz. Bo go prawie nie znam. Dzięki temu będę miał okazję to nadrobić. Wtedy zabrałem się za „składanie” tej inscenizacji. Musiałem w tym celu przewertować wszystkie jego tomiki. Przy wybieraniu utworów kierowałem się własnym gustem, ale także starałem się wniknąć w umysł odbiorcy, aby spełnić jego oczekiwania. W końcu nie chciałem patrzeć, jak widownia ziewa – skwitował, puszczając oko.

Różewicz był dla mnie najwybitniejszym polskim poetą – mówiła „Dziennikowi” Regina Wasiak-Taylor. Przychylam się do tych krytyków literackich, ze język poezji polskiej przeobrazili trzej poeci: Jan Kochanowski, Adam Mickiewicz i właśnie Tadeusz Różewicz. Myślę, że by zrozumieć trudny czas w historii ludzkości, jakim był XX wiek, trzeba czytać utwory Różewicza, nie tylko poezję, ale również opowiadania, dramaty – tłumaczyła.

Osobiście wolę dramaty Różewicza niż poezję, ale zdecydowanie ten wiersz o starych kobietach, bardzo do mnie przemawia – powiedziała najmłodsza z aktorskiego trio, Dominika Dwernicka. To, co najbardziej lubię w jego twórczości, to prostota, która potrafi wyrazić takie skomplikowane tematy. Inny wiersz, który jest dal mnie ważny, to „Z ust, do ust”, opowiadający o istocie idei i filozofii, która zawsze była mi bliska, a później stała się również moim kierunkiem studiów – podsumowała Wasiak-Taylor.

Spotkanie mimo bardzo niskiej frekwencji było udane – były i momenty wzruszenia, i chwile wesołości. Prawdziwa uczta duchowa, a dla ciała – kieliszek wina. Na koniec wszyscy obecni mogli się podpisać na karcie kondolencyjnej, która miała zostać wysłana do Wiesławy Różewicz, wdowy po poecie. Wstyd, że znalazło się na niej tak niewiele nazwisk.

Epitafium dla Różewicza

 

 

 

 

 

 

 

 

Marlena Psiuk, Dominika Dwernicka i Janusz Guttner

Puentą tej sentymentalnej podróży były słowa wiersza recytowane przez Janusza Guttnera i Marlenę Psiuk: Czas na mnie, czas nagli … Czas na mnie… Więc to już wszystko, mamo? Tak, synku, to już wszystko. A więc to tylko tyle? Tylko tyle. Więc to jest całe życie? Tak, całe życie…

Tekst i fot. Magdalena Grzymkowska
Tydzień Polski, 18.05.2014