GREGORY SPIS – EGZYSTENCJALNA GRA SŁÓW

Home  »  Bez kategorii  »  GREGORY SPIS – EGZYSTENCJALNA GRA SŁÓW
paź 3, 2025 KBB

Pośród wielu książek z jakimi zetknąłem się w ostatnim czasie moją uwagę zwróciły w szczególności dwie. Pamiętnik tłumacza i Wyproszony z kokonu…. Autorem obydwu pozycji jest Gregory Spis, polski pisarz, poeta, zamieszkały w Londynie, w Wielkiej Brytanii. Zacznę od książki poetyckiej.

Wyproszony z kokonu… to zbiór 20 wierszy w których autor w sposób zdecydowany i bezkompromisowy opisuje otaczającą go rzeczywistość. Jest to bezkompromisowość człowieka, który mierzy się z własnym doświadczeniem. Już w pierwszym wierszu, zatytułowanym „Czwarta rano” pisze:

Jestem poetą
który nie pisze
wierszy
nie wije dla ptaków gniazd
z ciepłych słów

Spis daje tym samym jasno do zrozumienia, że w jego odniesieniach należy doszukiwać się przede wszystkim uniwersalnej prostoty przekazu, a jednocześnie wyrazistej głębi znaczeń. Sam zresztą, w tytułowym wierszu „Wyproszony z kokonu” podkreśla:

wyproszony z kokonu
wiem dobrze
niełatwo ptakom
malować wolność błękitu
o wschodzie słońca

Wschodzie, dodajmy, kojarzącym się autorowi z londyńską katedrą św. Pawła i Tate Modern.

Książka jest bardzo osobistym zapisem postrzegania rzeczywistości tu – i – teraz. Bez zbędnego koloryzowania i upiększania faktów. A jednocześnie oddająca z literacką nachalnością to, co autorowi jest niezwykle ważne w procesie ciągłego poszukiwania „Weneckich myśli”, „Na rauszu” i „Wyspy Monika” ze „Słońcem w żyłach”.

Już na stronie tytułowej owego zbioru wierszy możemy przeczytać krótkie zdanie autora na temat tego czym jest dla niego poezja: „Poezja jest teatrem słowa, gdzie słowo może nieustannie szukać nowego wcielenia, znaczenia i brzmienia w otoczeniu ciągle zmieniających się dekoracji zdań”.

Ponadto autor wychodzi również z założenia, że „proza jest lustrem, w którym nie wszyscy chcą się przeglądać, ale za to poezja łączy ludzi w innej formie myśli. Poezja to drzwi cały czas otwarte dla ludzi…”.

„Wyproszony z kokonu… jest wędrówką po meandrach naszej egzystencji, wyborów i ich skutków. To poetycka wiwisekcja poruszająca najbardziej czułe struny naszego jestestwa opatrzona kolorowymi zdjęciami i klasycystycznymi, czarno-białymi, rysunkami Aleksandra Sławińskiego i grafiką Andrzeja Tymusza.

Szczególna pozycją w zbiorze jest wiersz dedykowany „Dla mojej żony Moniki” – „Monik’juana”. Już sam tytuł sugeruje więź łączącą autora z jego muzą, niczym z mitologii greckiej bogini sztuki, w tym wypadku osobą jak najbardziej rzeczywistą, którą opisuje wersami:

nad ranem
jesteś jak zachód słońca
ubierasz sie pospiesznie
twoje krągłe posladki
znikają za horyzontem
modrego morza jeansowego

aż do końcowego

do kolejnego zachodu
słońca
nad ranem

Pozostawiając po drodze to, co najcenniejsze – wyrazistość i odwagę. A łącząc tematykę z innymi w tej pozycji książkowej – jest to rzecz nietuzinkowa literacko i z pewnością warta poznania.

Moją szczególną uwagę zwróciły dwa wiersze. Jeden z kończących książkę „Kwartet jazzowy czterech pór roku” zadedykowany „Dla mojej matki Anieli”, z jego słowami:

… ciągle pamiętam
ten blady duszny pokój

wydawało się że jako ostatni
opuszczamy jakieś starożytne miasto

ciągle jeszcze pełne
wczorajszych odgłosów
mieszających i odbijających się wokół echem
na ulicach
pustych teraz

Dodam jeszcze, że pustych nie zupełnie do końca, ponieważ przystrojonych słowami Spisa – poety. Z jego dosłownością pędzącą wersami „… tramwajem na Croydon…”. W wierszu, który kontrowersyjną dla wielu tematyką porusza temat wiary, egzystencji i zależności społecznej we współczesnej, globalistycznej aglomeracji „na zesłaniu z własnej woli”.

Drugi ze szczególnych, okazjonalnych dodajmy, wierszy to „Krótkometrażowe tatuaże”. Autor – uważny obserwator otaczającej go rzeczywistości określając w dosłowności „Katowice, lato’99, sobota, godz. 19.26…”

skłania się do wojaczkowskiego opisu

… dwóch
wlepionych w
w brud muru
ćpunów

dodając

ich ciała z wafli
wchłaniają chłodny żar
ogień wycieka szybko
pali dłonie
wypala myśli w waflach
jak krótkometrażowe tatuaże
zanim przestanie płonąć

Spis swoja uwagę kieruje nie w kierunku bliżej nieokreślonej wizji, ale do wrażliwej istoty poznania i obcowania z otaczającym go światem, jakim jest człowiek. Wizji brutalnej, częstokroć niechcianej, ale ze wszech miar prawdziwej. Nie idzie bocznymi uliczkami poezji, ale wkracza w nią z całą stanowczością. Nie jest to rzecz bynajmniej wyjątkowa, jednakże różni ją od innych owa literacka szczerość. Zwierciadło duszy.

A skoro jesteśmy już przy tym, co empirycznie prawdziwe i szczere, warto przytoczyć słowa autora Wyproszonego z kokonu… z wiersza „Na rauszu”, który określając dwu-świat w którym przyszło mu funkcjonować (a nie każdemu było dane, być może na szczęście) z jednej strony dostrzega rażącą pozostałość w nowej rzeczywistośći, jaką jest „kawał komunistycznego bloku”, a z drugiej, w przewrotnej trawestacji przysłowia,   „katolików/zahukanych i biednych/jak myśl kościelna”. To zapis osoby, która żyła w tej rzeczywistości, dotknęła owego jestestwa dosłownie, praktycznie, nie odnosząc się jedynie do teorii. I w tym autor udowadnia swoją wrażliwość i wyjątkowość.

Pamiętnik tłumacza, to druga pozycja, którą Gregory Spis zaintrygował mnie naprawdę. Jest to 48- rozdziałowy zapis prozatorski podróży autora po meandrach otaczającego (jego i jednocześnie nas) świata i przeniesienie na karty książki postrzegania rzeczywistości wg. indywidualnej wizji autora. Spis z jednej strony stosuje proste sformułowania, jasne odniesienia i porównania, z drugiej z poruszającą lekkością posługuje się całym arsenałem definicji, znaczeń i swego rodzaju oryginalnymi tworami językowymi. Stąd na końcu książki czytelnik zapoznaje się z rozdziałem „Wyjaśnienia”, bez którego momentami trudno byłoby pojąć sens opisanych znaczeń oraz z technicznego punktu widzenia sposobu ich zapisu.

Proces twórczy autora Pamiętnika tłumacza w samej publikacji ukazuje nam rzadko spotykaną zdolność pisarza do samo przeistoczenia się z odbiorcy wydarzeń kulturowych w osobę zdolną do tego by tłumaczyć (stąd tytuł) wartość i znaczenie opisywanych zdarzeń. Z – dodajmy to – charakterystyczną Spisowi wrażliwością.

Zgłębiając się w lekturę przyzwyczajamy się do stosowanych przez autora sztuczek językowych i specyficznego, humorystycznego zapisu treści pamiętnika. Stąd wchodząc w ów świat coraz głębiej, coraz prościej jest zrozumieć i oswoić się z jego egzystencjalną „zawartością”. I jest to niewątpliwie wartość dodana.

Z kolei to, co może ująć czytelnika (ale zaznaczmy, że także i zrazić, zależnie od światopoglądu) jest bezkompromisowość opisu. To świat – w tłumaczeniu – Gregory Spisa. Jego autorski obraz i na jego podobieństwo. To pokazuje jednak, że autor jest zdecydowany, nie bawi się w opisach w konwenanse i kompromisy. A to charakteryzuje jedynie wybitne jednostki i odważnych twórców. Dlatego książka ta nie jest tworem przeciętnym, jakich wiele na rynku wydawniczym, ale charakteryzuje się bardzo wyrazistym i dojrzałym pisarsko warsztatem autora. A przecież właśnie tego oczekujemy – ponadprzeciętnych publikacji książkowych i autorów, którzy mają świadomość celu i niezbędny warsztat jak go urzeczywistnić. Spis takie cechy ma bez wątpienia. A jego sposób narracji każe nam mieć nadzieję, że kolejne jego wydawnia będą tymi, na które warto jest czekać.

Zatem polecam zapoznać się z „Pamiętnikiem tłumacza” autora, który został Wyproszony z kokonu…. W cierpliwym oczekiwaniu na kolejne refleksje z wizją Prawdy wg. Gregory Spisa.

Dariusz Adam Zeller